Tekst : Andrzej Kojder
Zdjęcia : najczęściej Hanna Kojder

środa, 3 lipca 2013

Biały jelonek

Bardzo ciekawski jelonek, odwiedził mnie wcześnie rano przy śniadaniu. Oto dokumentacja z tego spotkania trzeciego stopnia.



poniedziałek, 7 stycznia 2013

Irlandia dziś płacze

Pada deszcz, padał również gdy przyjechaliśmy tu pierwszy raz, czasem tak Irlandia witała naszą rodzinę - płaczem, tak jest i dziś.
Wszystko popakowane, odprawa online zrobiona, karty pokładowe wydrukowane, a pokój, no cóż pokój jest pusty.

Jeszcze 2 godziny i podróż na lotnisko. Zamykamy rozdział z Irlandią, aczkolwiek jeszcze tu przyjedziemy w tym roku. Tym niemniej to takie symboliczne pożegnanie. Z optymizmem jednak patrzymy w przyszłość.

Gdzie podążamy, na razie do Ojczyzny. Jak tylko się rozgościmy zapewne napiszę coś więcej.

Trzymajcie się

środa, 26 grudnia 2012

Lough Ennell



W ciepłe dni, zamiast jechać nad zimne morze bądź ocean, lepiej jechać sobie nad jezioro, popluskać się i odpocząć w cieniu drzew.
Lough Ennell, nieopodal Mullingar nadaje się do tego wyśmienicie. Jest to również miejsce bardzo kolorowe latem, a także historyczne. To jezioro i nadbrzeżna miejscowość Lilliput, zainspirowało Jonathana Swift'a do napisania powieści "Podróże Guliwera".
 Warto odwiedzić Belvedere, pospacerować wśród ruin zamczyska i obejrzeć nowszy pałacyk z pięknym widokiem na wody jeziora. Warto również zwiedzić ogrody pełne ukrytych małych wróżek. Zdjęcia oczywiście robiła moja żonka. Jakby ktoś szukał fotografa to polecam :-)






































































































poniedziałek, 24 grudnia 2012

Wigilia

Wigilia jak wigilia, dla Irlandczyków to czas na ostatnie zakupy, ustawiają się w długie kolejki, na ulicach korki, większość chyba wzięła wolne. Bo przecież jutro święta i uroczysta wieczerza z indykiem w roli głównej oraz rozdawanie prezentów. Podczas gdy my Polacy świętujemy już dziś.

Dziś widziałem ogromną kolejkę do rzeźnika, a uliczka z małym ruchem zamieniła się w powoli płynącą rzekę samochodów. Co ciekawe, większość z nich, ma choinki w domach już od miesiąca.

Zatem skoro odmiennie od wielu nacji, świętujemy już dziś, życzę wszystkim pogodnych, wesołych i szczęśliwych świąt.







No i zamęt w głowie

Tak zawsze mam, zamęt w głowie gdy obmyślam dalekosiężne plany, szczególnie jeśli chodzi o miejsce gdzie będę mieszkał, no w końcu to kontynent którego moja wielka stopa (rozmiar 48-49) jeszcze nie dotknęła.
Zamęt i sporą przerwę na blogu (kolejną) spowodowało odejście bliskiej osoby, od razu zresztą plany wzięły w łeb. Tym niemniej mogę dalej snuć rozmyślania o Kanadzie, z tym że sam wyjazd odłożyłem na nieznany termin, prawdopodobnie koniec przyszłego (2013) roku.
W między czasie zmieniły się preferencje, nie tylko zmieniam miasto do którego chciałbym się udać, ale w dodatku lądowanie nastąpi w mieście oddalonym o prawie 4 tys kilometrów.
Tak to Toronto, nie wiem jak zniosę tutejsze upały, jeśli chodzi o szerokość geograficzną to porównując do europy, miasto byłoby nieco na południe od Wenecji i północnej linii brzegowej Hiszpanii. Tak w Kanadzie też może być upalnie, w dodatku położenie nad jeziorem Ontario, sprawia, że wilgotność powietrza jest duża.


Jezioro Ontario to odmienna kwestia, w każdym razie będzie gdzie się pluskać, jakie piękne plaże są w dzielnicy Beaches, na zdjęciu Bluffers Park, nieco na północny wschód od Beaches. Większości z plaż przyznano błękitne flagi. Więcej o plażach po angielsku w linku poniżej. Woda ponoć bardzo cieplutka, ale o tym jeziorku :-) kiedy indziej.
 http://www.blogto.com/sports_play/2011/07/the_top_five_beaches_in_toronto/

Myślałem nawet nad pierwszymi wycieczkami, zapewne wodospad Niagara, znajdujący się zaledwie 120 km od Toronto, ale w samym mieście byłby to spacer po krawędzi wieży CN Tower, do 2007 roku była to najwyższa wolnostojąca budowla. W dole widać wspomniane wyżej jezioro Ontario

piątek, 16 listopada 2012

Emigracja, ale gdzie



Pozwólcie, że pociągnę troszkę jeden z wczorajszych postów, dokładnie ten. Tak więc, jeśli nadal się nie zorientowaliście, pociągnę zabawę dalej.
W tym kraju (a dokładnie w jego pewnej części, do której się wybieramy), jest zrobione powyższe zdjęcie. Poza tym, wyobraźcie sobie najwyższą stawkę vat (a raczej jego odpowiednika) na poziomie 5%, podatek dochodowy 10%, robi się cieplej, mimo że dziś po północy temperatura osiągnęła - 2 stopnie celcjusza. Jest tam również pustynia, nieco na zachód i to prawdziwa pustynia, z kaktusami i piachem.
Można spotkać bezkresne przestrzenie, proste drogi, takie proste ciągnące się po kilkadziesiąt kilometrów. Troszkę dalej na północ można spotkać misie polarne, no i bizony (te akurat niekoniecznie na północy)/

Mieszkańcy tegoż kraju grają dobrze w hokeja i w pewną odmianę amerykańskiego futbolu ;-). Używają jednostek miar metrycznych (od lat 70tych więc w praktyce różnie może to wyglądać, irlandczycy też niby używają, ale wielu z nich nie pojmuje tego do końca), jeżdżą po prawej stronie. Jest to kraj dwujęzyczny, jeden z tych języków to angielski, z drugim gorzej bo francuski (podstawy jakieś są hehe)

Ogólnie baaardzo podobają mi się blogi ludzi zamieszkałych tam, pozdrowię przy okazji. No dobra wliczając powierzchnię różnych ogromnych i nieco mniejszych jezior, jest to drugi (po Rosji) największy kraj, oczywiście pod względem powierzchni,  no i dzięki nim mamy syrop klonowy hehe.



PRZEWIJAĆ POWOLI




Wiszą tam takie flagi, szczególnie na Canada day :-)


Mam nadzieję, że nie wszyscy wiedzieli od razu.



czwartek, 15 listopada 2012

Wracamy do Irlandii, a dokładnie do Dún Laoghaire







Dún Laoghaire (czyta się to najczęściej Dan Liri, tudzież Dun Liri) miasteczko portowe zaledwie kilkanaście kilometrów na południe od Dublina. Można nieco odetchnąć, naładować akumulatory, szczególnie jeśli ktoś lubi to robić nad morzem. Wycieczka niestety często może skończyć się na wydawaniu pieniędzy na George's street, dość urokliwej uliczce, z mnóstwem sklepów.
Nie chwaląc się napiszę, że pracowałem tu kilka lat, dosłownie 150 metrów od takiego widoczku na morze (bardziej poprawnie, na zatokę ale co tam).
Mieścina niegdyś nazywała się Kigstown, a było to w latach 1821 - 1921, widocznie anglicy łamali sobie język na tej nazwie. Jednak tuż po obaleniu rządów Wielkiej Brytanii na wyspie, przywrócono starą nazwę.
Pierwsza linia kolejowa w Irlandii, wiodła właśnie ze stolicy do Kingston, podobno czasem bywał tutaj Michael Collins (można tak wywnioskować oglądając film Michael Collins hehe ). Po starej nazwie pozostał Hotel Kingstown.

Nie zanudzam już, oto zdjęcia.